wtorek, 26 kwietnia 2016

Golden Rose LOGSTAY Liquid Matte Lipstick Kissproof

Witajcie kochani!
W końcu dorwałam kilka dni wolnego, które mogłam spędzić w Ustce. Miałam czas na odpoczynek i na testy kilku nowości o których z pewnością Wam opowiem. Dzisiaj o jednym z tych produktów.
Na tę pomadkę polowałam od kiedy dowiedziałam się o ich istnieniu i wiecznie była wyprzedana, w końcu zdecydowałam się na zamówienie jej.

Golden Rose LOGSTAY Liquid Matte Lipstick Kissproof to pomadki, które w mgnieniu oka stały się gorącym tematem wśród youtube'a czy blogów. Seria posiada 12 matowych odcieni od róży do brązów. Ja posiadam jedną i jest to numer 10.


Standardowo zaczne od opakowania. Wydaje mi się, że był to pierwszy produkt z GR, który kupiłam i który był zapakowany w kartonik, zazwyczaj był to plastik, który trzeba było zerwać, dlatego już na start wielki plus, bo dzięki takiemu małemu szczegółowi produkt wydaje się bardziej hm...luksusowy?
Sama pomadka posiada matową zakrętke i jest zamknięta w buteleczce z grubego plastiku, dlatego wygląda na bardzo pożądnie wykonaną.
Aplikator jest płaski i dość długi dzięki czemu bardzo łatwo jest rozprowadzić produkt na ustach.



Jeśli chodzi o konsystencję nie wiem jak jest z innymi kolorami, ale ten jest bardzo lejący, przy pierwszym użyciu aż się wystraszyłam, że mi się to rozleje na brode, na szczęście nic takiego się nie stało, niewielka ilość wystarcza na pokrycie całej powierzchni ust.

Odcień, który w tym sezonie jest bardzo pożądany, a to za sprawą Kylie Jenner, która wśród swojej kolekcji pomadek ma właśnie taki kolor. Bardzo długo szukałam produktu o takim wykończeniu i odcieniu i nie raz rozważałam zamówienie jej właśnie od Kylie, na szczęście nie należę do grona osób, które zrobią wszystko, żeby takową zdobyć, nie widziałam sensu w czatowaniu w nocy w internecie, żeby na koniec dowiedzieć sie, że i tak się spóźniłam (znając moje szczęście zanim kliknęłabym kup, byłaby wyprzedana). Odcień jest typowym nudziakiem, pierwszy w mojej kolekcji który nie ma w sobie różu. Nazywam ten odcień trupim, bo czasem, w zależności od światła zdaje się jakby usta były sine :D

A co z trwałością? Pomadka po nałożeniu po kilkunastu sekundach zastyga na typowy matt, który potrafi wytrzymać na ustach dobre kilka godzin. Wiadomo, że podczas jedzenia i picia trzyma się krócej i schodzi od środka, na szczęście jest to taki odcień, który po jakimś czasie tak wtapia się w usta, że kompletnie nie widać tych braków, które się zmazały, za to widać, że usta nadal są pomalowane i wyglądają super. Ja nie ukrywam, że moje usta nie są zbyt wypielęgnowane, często zapominam o nałożeniu balsamu czy posmarowaniu ich jakąś pomadką ochronną. Prawie codziennie katuje je matowymi pomadkami, konturówkamii teoretycznie produkt mógłby podreślać to wszystko co chiałabym ukryć. Tak się jednak nie dzieje. Pomadka sprawia wrażenie jakbym miała piękne wypielęgnowane usta.

Podsumowując
+kolor
+trwałość
+cena (20zł)
+zapach (zapomniałam o nim wspomnieć, pachnie jak jakieś ciasteczka)
+opakowanie

-/+dostępność

-konsystencja (jak dla mnie chyba zbyt lejąca)

Ja zdecydowanie jestem zadowolona z tego produktu i juz mam wplanach zakup jeszcze dwóch odcieni 05 oraz 12. Znacie te pomadki, może jakiś odcień szczególnie Wam przypadł do gustu?? :)

xxLadyCharm

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Bourjois volume glamour ultra black - pogrubiająca maskara do rzęs + wyniki rozdania

W końcu złapałam dzień, który mogę poświęcić w zupełności samej sobie, wolne od pracy i szkoły, nie powiem jak bardzo marzyłam o tym, żeby w końcu porządnie się wyspać.
Dzisiaj mam dla Was recenzje produktu, który mam stosunkowo od niedawna, ale myślę, że już mogę coś o nim napisać.
Produkt, o którym mowa to maskara do rzęs, przyznam, że przez moje łapki przewinęło sie ich naprawdę sporo, być może właśnie znalazłam tą jedyną.

BOURJOIS VOLUME GLAMOUR ULTRA BLACK - pogrubiający tusz do rzęs z nową formułą, która nadaje rzęsom intensywniejszą czerń. Włókna szczoteczki dokładnie podkręcają rzęsy. Formuła tuszu została wzbogacona witaminą B, dzięki czemu rzęsy są odżywione oraz mają intensywniejszy kolor. Producent zapewnia nas, że tusz nie rozmazuje się. 

Cena: ok na promocji można go dorwać za 20 kilka zł  / 12ml

Zacznę od buteleczki, która jest bardzo zgrabra, wyprofilowana na tyle, że bardzo wygodnie ttrzyma się ją w dłoniach. Srebne lustrzane napisy również wyglądają całkiem efektownie. Posiada klasyczną syntetyczną szczoteczkę, z krótkimi włoskami, która idealnie wpasowuje się w moje rzęsy.
Sama aplikacja tuszu jest dość prosta, właściwie nie różni się niczym od innych maskar, chociaż ta jakoś wyjątkowo często dgam się w oko (ale wydaje mi sie, że w tym wypadku to nie ma znaczenia jakiego tuszu używam, po prostu jestem kaleką)

Producent zapewnia nas, że jest to tusz pogrubiający, jak dla mnie to on jest bardziej wydłużający niż pogrubiający. Moje rzęsy są dość liche, nie ma ich za dużo, w sumie to jak są niepomalowane to tak jakby ich nie było, może dlatego zastanawiałam się nad ich przedłużeniem. Po pierwszym użyciu przeżyłam szok, pierwszy raz miałam tak długie rzęsy i mimo, że miałam zrobione kreski linerem one nadal były dość mocno widoczne. Nie powiem, że od razu chciałam coś o nim napisac jednak stwierdziłam, że dam mu jeszcze troche czasu, no bo wiadomo, że pierwsze wrażenie to nie wszystko. Żeby dobrze go poznać malowałam nim rzęsy głównie do pracy, nie robiłam też wtedy kresek, żeby przeglądając się w lusterku dobrze widzieć efekty. Moje spostrzeżenia są bardzo podobne do pierwszego wrażenia. Po 6-8 godzinach chodzenia z pomalowanymi rzęsami, wyglądały dokładnie tak samo jak zaraz po nałożeniu. Tusz trzymał się idealnie, ani razu nie skończyłam jako panda, no może poza tym jednym razem kiedy zapomniałam, że sie pomalowałam i potarłam oko, ale to było chwilę przed jego zmyciem, wiec w sumie się nie liczy. Apropo zmywania, też nie ma z nim większego problemu, płyn micelarny, czy mleczko do demakijażu radzą sobie świetnie.

zdjęcie przed

po (1 warstwa)

Myślę, że jak na produkt za ok 20 zł jest naprawdę spoko i śmiało mogę go polecić:)

____


No dobra, a teraz coś na co wszyscy czekali. W sobotę zakończyło się pierwsze na moim blogu rozdanie i szczerze nie spodziewałam się, aż tak dużego zainteresowania, wręcz przeciwnie obawiałam się, że nikt się nie zdecyduje!!

Tak jak obiecałam w dniu dzisiejszym ogłaszam zwycięzce którym jest
TRUSKAWKOWY ŚWIAT
gratuluję i czekam na wiadomość z danymi do wysyłki na maila ladycharm9422@gmail.com

Pozostałym osobom dziękuję i zachęcam do dalszego obserwowania, bo już mam w planach kolejny konkurs :)

Buziaki
xxLadyCharm


środa, 13 kwietnia 2016

ProSalon Argan oil Two-phase

Witajcie kochni :)
w końcu zaczęła się kalendarzowa wiosna, z którą przyszło do mnie kilka zmian. Taką chyba najważniejszą jest fakt, ze zaczęłam pracę w jednej z dość znanych drogerii kosmetycznych, z czego bardzo się cieszę. Mam tylko nadzieje, że w związku z moim nowym dość napiętym grafikiem nie ucierpi blog :)
Dzisiaj troszke o włosach, a właściwie o jednym produkcie, który przez kilka miesięcy wspierał moją włosową pielęgnacje.

ProSalon Argan oil Two-phasedwufazowa odżywka do włosów z olejkiem arganowym. Lekka odżywka znakomita do pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów, a w szczególności do wlosów zniszczonych, matowych i szorstkich. Formuła odżywki jest oparta na olejku arganowym, który doskonale odżywia włosy, przywraca im zrowy wygląd, gładkość i połysk. Odżywka szybo się wchłania, ułatwia rozczesywanie. Nie obciąża włosów.Sposób użycia: przed zastosowaniem silnie wstrząsąć aby uzyskać płyn o jednolitej konsystencj.Spryskać równomiernie na wilgotne, umte włosy. 


Cena: ok 15 zł/200ml

Moje włosy zawsze były łamliwe, matowe, suche, puszące się. Właściwie nadal z nimi walcze dlatego testuje bardzo dużo produktów, które w teori mają poprawić stan moich włosów. Podczas zakupów w jednej z drogerii z serii "osiedlowych" pani poleciła mi właśnie tą odżywkę. Tak ładnie o niej opowiadała, że się skusiłam, w końcu droga nie była. 
200 ml produktu znajduje się w plastikowej buteleczce z atomizerem.
Początkowo używałam jej zgodnie z zaleceniami producenta, po umyciu, na wilgotne włosy. Jednak z czasem zaczęłam jej używać na suche, przed rozczesaniem i tak sprawdzała mi się o wiele lepiej. Zauwazyłam, że po spryskaniu i rozczesaniu włosów są one o wiele bardziej błyszczące i o ile w dotyku nie wiele się zmienia, to sam ich wygląd sprawia, że mam ochotę używać jej więcej. Śmiało mogę powiedzieć, że pomaga mi również w rozczesywaniu włosów. Zwykle rozczesanie włosów zajmowało mi masę czasu, a ten sprey skrócił ten czas przynajmniej o połowę, z czego również jestem bardzo zadowolona no i oczywiście włosy bardzo ładnie po niej pachną. 

Podsumowując: lekka nieobciążająca odżywka ułatwiająca rozczesywanie nadająca włosom ładny połysk. Zdecydowanie po użyciu wyglądają na zdrowsze, ale tylko wyglądają, bo wcale takie nie są. Mimo wszystko myślę, że nie ma co oczekiwać cudów od jednej odżywki, wiadomo, że na wygląd i stan naszych włosów wpływa o wiele więcej produktów. Myślę, że jak już wykończę to co jeszcze zostało na dnie, to kupię kolejne opakowanie.

Znacie? Miałyście? A może macie jakąś inna tego typu odżywke, która się Wam sprawdziła?? 

xxLadyCharm

Przypominam o trwającym jeszcze przez trzy dni rozdaniu! :)